16 maja 2009 - Wiec Równości we Lwowie

Wiec Równości we Lwowie rozpoczął się w sobotę o 14.30. Dzień wcześniej, zaraz po konferencji prasowej, w której brałam udział, otrzymałam e-maila z pogróżkami: Zginiecie! Pederaści! Zginiecie! Pederaści! …

Mimo plakatów oraz informacji zamieszczonych w internecie, na miejscu pojawiło się niewielu uczestników, za to znacznie więcej dziennikarzy i faszystów. Przez pierwsze pół godziny, mimo, że Wiec był zarejestrowany, w ogóle nie było żadnej milicji, z czego skorzystali kontrmanifestanci. Kilku z nich podeszło ze skrzynką pełną jajek, którą obrzucili Andrija Leszczyszyna, głównego organizatora demonstracji. Po przepychankach z demonstrantami wycofali się trochę dalej i obrzucali jajkami pozostałych uczestników Wiecu. Grozili, że będą nas bić. Rozeszliśmy się po żółtym od jajek trawniku wokół placu, po czym wróciliśmy by rozkładać transparenty. Wtedy to usłyszeliśmy wybuch petardy, wokół było pełno dymu, ale na szczęście nikt nie był na tyle blisko, by odnieść poważne obrażenia. Pojawiło się trzech milicjantów, ale faszyści okrążyli nas, wmieszali się w tłum. Po tej petardzie nikt nie miał odwagi wyjść już na środek, trzymaliśmy transparenty z boku, w milczeniu, od czasu do czasu słychać było gwizdki. Większość gejów i lesbijek nie dołączyła do nas, tylko wmieszali się w tłum gapiów i dziennikarzy. Chłopcy z ukraińskiej Antyfy w ogóle nie przyszli, choć zapowiadali, że będą. Staliśmy do 16, bo do tej godziny Wiec był legalny. Liczyliśmy, że większość faszystów pójdzie na mecz, który zaczynał się o tej samej godzinie, co umożliwiło by nam bezpieczny powrót do domu.

Milicja zjawiła się pod koniec demonstracji, po wszystkich najniebezpieczniejszych momentach. Była to jednak garstka, którą łatwo było obejść i która zawsze zjawiała się za późno.

Niektórzy z nas wracali taksówką, niektórzy marszrutkami, ale wszyscy w grupach. Po tym wydarzeniu odwołaliśmy wykład i spotkanie w centrum AVANTE, gdyż większość za bardzo się bała by tam pojechać.

Wiec odbył się w atmosferze strachu, bezradności, bierności milicji, która sądząc po reakcjach, zdawała się sprzyjać kontrmanifestantom.

Razem z Andrijem Leszczyszynem mamy nadzieję, że w następnym roku przyjedzie więcej demonstrantów z Polski, ponieważ sama Ukraina jest nie tylko bezsilna wobec homofobii, ale też postawy milicji sprzyjającej nacjonalistom. Przy tak małej frekwencji demonstrantów we Lwowie, każdy z nas był rozpoznawalny. Wzięcie udziału w tej akcji wymagało ogromnej odwagi, szczególnie jeśli chodzi o mieszkańców tego miasta, którzy przecież tu zostaną. Wsparcie ze strony polskiej wspólnoty LGBT, które nie nadeszło, mogłoby zmienić bieg wydarzeń, zmniejszyć strach uczestników demonstracji. Niestety o wiele łatwiej jest iść na Paradę Równości w Warszawie, na której nic nikomu nie grozi.