„Gender Lviv powstało i działa z miłości do Ukrainy. – tak mówi jedna z założycielek, Lucyna Dąbrowska. – Jest to organizacja feministyczna, ale każdy, kto widzi pewne mechanizmy kultury patriarchalnej, kierujące naszą rzeczywistością, prędzej czy później staje się zwolennikiem feminizmu.”
Gender Lviv założyły w 2009 roku trzy Polki, z wykształcenia ukrainistki, które z różnych powodów znalazły się we Lwowie. Bardzo szybko dołączyli do nich Ukraińcy, przeważnie z „Food not Bombs” i „Killer Tomatoes”, czyli nieformalnych grup, powiązanych z wegetarianizmem i zdrowym stylem życia. Z czasem do lwowskiej organizacji zaczęło dołączać coraz więcej osób. Jednym z najważniejszych aspektów jej działalności stało się rozpowszechnianie idei feministycznych w języku ukraińskim.
Gender Lviv zapoczątkowało swoją działalność, organizując 7 marca 2009 roku pierwszą we Lwowie „Manifę”. Na jej przygotowanie członkowie grupy mieli tylko półtora tygodnia. Była to pierwsza jawnie feministyczna akcja. Wzięło w niej udział ok. 30 osób, co – biorąc pod uwagę warunki, w których została zorganizowana – można nazwać prawdziwym sukcesem. Paradoksalnie brak rozgłosu pomógł uczestnikom „Manify”, ponieważ jej ideologiczni przeciwnicy nie zdążyli przygotować kontrmanifestacji. W ten sposób pierwsza lwowska „Manifa” przeszła bezkonfliktowo. Na drodze późniejszych genderowych manifestacji zaczęli stawać już członkowie partii „Swoboda”, różni kibice i przedstawiciele innych bardziej lub mniej formalnych grup.
Tegoroczna „Manifa”, która otrzymała należną reklamę w środkach masowego przekazu i internecie, spotkała się już z reakcjami przeciwników. Kontrmanifestanci od dłuższego czasu gromadzili informacje, monitorowali stronę Gender Lviv i dobrze znali plany feministek. Byli w każdym miejscu, gdzie pojawili się uczestnicy „Manify” i zachowywali się bardzo agresywnie. Na szczęście organizatorzy, nauczeni doświadczeniem z polskimi skrajnie prawicowymi ugrupowaniami, zadbali o ochronę manifestacji przez milicję i służby specjalne. Co takiego rozwścieczyło kontrmanifestantów? Otóż, transparenty z hasłami : „Za genderową równość!” „Za równe prawa kobiet i mężczyzn” i chyba najbardziej transparent z napisem : „Przywróćcie prawo do aborcji w Polsce”. Według organizatorów wywołał on najwięcej kontrowersji, budząc u kontrmanifestantów niepotrzebne, nacjonalistyczne emocje.
Na lwowską „Manifę” przybyło wielu lwowian, gości z Kijowa i innych ukraińskich miast, ale także z Warszawy, Wrocławia, Przemyśla i Jasła. Obecna była również delegacja z Białorusi i Niemiec. Swoistym preludium do lwowskiej demonstracji stał się udział członków i sympatyków Gender Lviv na warszawskiej „Manifie” 9 marca 2010 roku, którzy dumnie maszerowali pod hasłem : „Precz z patriarchatem na Ukrainie!”. To właśnie patriarchat jest głównym przeciwnikiem lwowskich feministek. Bezpośrednio z nim związane jest zjawisko przemocy wobec kobiet, notorycznie zamiatane pod dywan przez urzędników państwowych. Według oficjalnych danych, na Ukrainie ofiarami przemocy staje się ponad 50% kobiet. Można więc sobie wyobrazić jak wygląda nieoficjalna statystyka, czyli również wszystkie przypadki niezgłoszone milicji. Co więcej, dane te dotyczą głównie przemocy fizycznej, a pozostaje jeszcze przemoc psychiczna i ekonomiczna… Podstawowy problem polega na braku odpowiedniego programu szkoleniowego dla milicji, która nie potrafi sobie poradzić z takimi problemami.
Na Ukrainie występuje również zjawisko stygmatyzacji osób, które głoszą feministyczne postulaty i jawnie identyfikują się z feminizmem. Właśnie dlatego ukraińskie organizacje feministyczne nie nazywają siebie wprost feministycznymi. Mimo to, zdaniem Lucyny Dąbrowskiej, Ukraina ma ogromną szansę stać się krajem otwartym na feminizm, pod warunkiem, że ludzie przestaną się bać. Uważa ona, że Ukrainki są bardziej wyemancypowane i zaradniejsze niż Polki. Docenia ogromną i dobrą rolę galicyjskiego feminizmu przełomu XIX i XX wieku, który narodził się w środowisku otwartym i wielokulturowym i który umożliwił kobietom rozwijanie własnych zdolności. Związek Radziecki zniszczył ten nurt, zdusił niezależne myślenie i sprawił, że jedyną potrzebą społeczną stał się przysłowiowy święty spokój. Dziś na Ukrainie odradzają się różne ruchy kobiece, reprezentowane min. przez grupę „Femen”. „Na Ukrainie w ogóle dobrze jest głosić feministyczne postulaty, – mówi Lucyna Dąbrowska o grupie „Femen” – ale mnie osobiście ich forma nie odpowiada, ponieważ kojarzy mi się z promowaniem seksbiznesu”. Aktywistkę drażni akcentowanie cielesności jako największej kobiecej zalety i jednoczesne spychanie intelektualnych atutów na plan dalszy.
Oprócz zagadnień genderowych, grupa zainteresowana jest także wspieraniem ukraińskiego ruchu przeciw homofobii. Dlatego też, razem ze znanym działaczem Andrijem Leszczyszynem, 17 maja 2009 roku przygotowała Wiec Równości we Lwowie. Wydarzenie to również spotkało się z poważnymi atakami neofaszystów, ale w przeciwieństwie do „Manify” nie było ochraniane przez milicję. Doszło do bezpośrednich aktów agresji. W kierunku demonstrantów poleciały jajka i petardy, jednak organizatorzy zdecydowali się pozostać do końca przewidzianego czasu trwania demonstracji.
Bardzo często akcje organizowane przez feministki bądź aktywistów ruchu przeciw homofobii, spotykają się z dziwnymi reakcjami milicji, która albo wcale nie ochrania legalnej demonstracji albo wyraźnie wspiera jej przeciwników. A nawet jeśli jest już obecna w odpowiednim miejscu, czasie i liczbie, nie pozwala demonstrantom przejść wyznaczoną trasą, mimo że mają na to oficjalne zezwolenie, lub stara się ich rozgonić.
Dziwnym zbiegiem okoliczności w dniu demonstracji organizowany jest jakiś mecz lub koncert, który, po pierwsze – ma odciągnąć publiczność, a po drugie staje się doskonałym pretekstem do szybszego zakończenia wiecu z przyczyn bezpieczeństwa. Członkinie Gender Lviv mają jednak nadzieję, że następne akcje będą już łagodniejsze, na wiec przyjdzie więcej osób, a milicja wykaże prawdziwy profesjonalizm.
Najtrudniej jest zacząć zmieniać ludzką mentalność...

Anna Korzeniowska - Bihun

Tagi: